Dramat w Ostródzie
NFZ skazał go na śmierć
22.10.2008, 01:43
To,
co przeżyli rodzice małego Aleksandra Danowskiego (2 l.) z Ostródy,
można nazwać jednym słowem: horror. Przez decyzję urzędników o mało nie
stracili swojego ukochanego synka
Narodowy
Fundusz Zdrowia nie chciał zapłacić za skomplikowaną operację serca
Aleksandra za granicą. Malca udało się uratować tylko dzięki uporowi
rodziców. Sąd uchylił już decyzję urzędników, a ci nabrali wody w usta.
Gdzie wasze sumienie?
Aleksander urodził się z bardzo rzadką wadą serca. Okazało się, że żyły
odpływowe chłopca były pozamieniane z żyłami dopływowymi. To pierwszy
tego typu przypadek w Polsce. – Lekarze badający naszego synka
załamywali ręce – opowiada Marcin Danowski (34 l.). – A on z dnia na
dzień był coraz słabszy. Zamiast się uśmiechać, spał, nie jadł, siniał.
Nam serce pękało z bólu.
Rodzice zjeździli cały kraj szukając ratunku u znanych profesorów. Ale
żaden nie mógł pomóc. Lekarze byli zgodni: małego Aleksandra może
uratować tylko operacja serca. Tyle że w polskich warunkach nie można
jej przeprowadzić.
– Nie operowaliśmy jeszcze takiej wady. Możemy spróbować, ale nie daję
cienia szansy na to, że dziecko nie umrze podczas zabiegu – powiedział
jeden z lekarzy. – Gdy to usłyszałam, załamałam się. Płakałam dzień i
noc, mąż mnie pocieszał, ale ja powoli traciłam nadzieję – oczy Anieli
Danowskiej (26 l.) napełniają się łzami.
Rodzice walczyli jednak dalej. Skoro nie udało się w Polsce, to może
małego Aleksandra uda się uratować za granicą? Po kilku miesiącach
znalazły się dwie kliniki, które mogły zoperować malucha – jedna w USA,
druga w Niemczech. – W listopadzie zeszłego roku zwróciliśmy się do NFZ
o sfinansowanie operacji. Tam z kolei urzędnicy skierowali nas do
kolejnych lekarzy. Ci przebadali Olka i potwierdzili, że nie są w
stanie podjąć się operacji. Trzeba zrobić ją za granicą – opowiada
Marcin Danowski.
Kiedy rodzice złożyli wniosek do NFZ, okazało się, że ten nie
sfinansuje operacji. Powód? W lutym krajowy konsultant ds. kardiologii
dziecięcej prof. Wanda Kawalec, której opinii zasięgnął prezes Funduszu
stwierdziła, że... Aleksandra trzeba jeszcze przebadać, by
jednoznacznie stwierdzić, że dziecka nie da się w Polsce zoperować.
Rodzice nie mogli czekać, liczył się każdy dzień. Zwrócili się o pomoc
do fundacji Bild w Niemczech. Ta współpracuje z kliniką w Monachium,
gdzie pracuje polski kardiochirurg profesor Edward Malec z Krakowa. I
właśnie on, po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną, zgodził się
zoperować chłopca. – Jak jechaliśmy do kliniki w Monachium, Oluś był
już w stanie krytycznym – opowiada pani Aniela. – Gdybyśmy czekali na
decyzję urzędników, mogłoby być już za późno...
Dziś chłopczyk ma się dobrze, choć wiadomo że wkrótce czeka go kolejna
operacja. Ta także będzie musiała być przeprowadzona w Niemczech. Tylko
kto za nią teraz zapłaci?
Rodzina Danowskich wytoczyła proces Funduszowi. 25 czerwca Wojewódzki
Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję urzędników
odmawiających sfinansowania operacji za granicą. NFZ jeszcze raz musi
rozpatrzyć wniosek rodziny Danowskich. Choć wyrok zapadł niemal cztery
miesiące temu, nikt z NFZ z rodziną się nie skontaktował. Nawet nie
wezwano Aleksandra na dodatkowe badania! Co na to Fundusz? Nie ma dość
odwagi, by uderzyć się w piersi.
– NFZ nie wyraził zgody na planowe leczenie poza granicami kraju dla
syna pana Danowskiego, ponieważ zdaniem opiniujących wniosek
specjalistów takie leczenie można przeprowadzić w Polsce. Obecnie
prowadzone jest postępowanie wyjaśniające w tej sprawie – tłumaczy
Edyta Grabowska-Woźniak z NFZ
[TON, JUW ]